
Dobra pozycja na jeden, może dwa wieczory. Zmęczony życiem Marcos zamierza skończyć ze swoim życiem i ot na jego drodze staje tajemniczy nieznajomy, który rzuca mu tygodniowe wyzwanie po którym będzie mógł żyć dalej, albo z sobą skończyć. W tym wyborze Marcos nie ma nic do stracenia, bo i tak zamierza porzucić wszystko i przystaje na warunki nieznajomego. Tak oto odbywa tygodniową pielgrzymkę w czasie której ponownie uczy się doceniać życie, patrzeć na nie, oraz przeżywać je, a nie tylko żyć. Podróż oczyszcza jego umysł, pokazuje mu nowe możliwości, oraz otwiera go na nowe doznania. Dzięki tym siedmiu dniom odzyskał resztę życia.
Historia w książce jest przewidywalna, a przez to chwilami nudna. Wszystko układa się pięknie niczym w bajce, pojawia się miłość i szczęśliwe zakończenie. Morał z książki jest prosty, iść zawsze do przodu, nie utykać, nie wracać się, przeć przed siebie. W życiu są sukcesy i są porażki, które trzeba przeżyć i do nich nie wracać. Nie ma co pastwić się nad sobą i zadręczać tym co było, bo to przeszłość, która nie wróci i której nie zmienimy. Przyszłości również nie zmienimy, bo jej nie ma, istnieje tylko tu i teraz.
Opis książki sugeruje, że jest to międzynarodowy bestseller, że po przeczytaniu zmienia życie ludzi. Czy tak jest? Nie wiem. Polemizowałbym. Moim zdaniem można tę książkę przeczytać, ale nie jest to lektura obowiązkowa. Mnie nie urzeka.
Nie mów ludziom co powinni robić, mów im co sam robisz. Nassim Taleb